Niedziela, 18 listopada 2018 r.   Imieniny: Romana, Klaudyny, Karoliny / Powołanie Radia PiK SA (1993)
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Andrzej Piaseczny

Andzej Piaseczny. Fot. z okładki płyty "25+"
Andzej Piaseczny. Fot. z okładki płyty "25+"
Artysta, muzyk, wokalista, który niedawno wydał płytę pt. "25+"

"Dzisiejszy świat wygląda tak, że słuchamy tylko singli, a ja jestem trochę staromodny i w dalszym ciągu kupuję płyty, których potem słucham od deski do deski. Z całej twórczości wybrałem 55 piosenek i gdybyśmy chcieli zagrać taki koncert, to musiałby on trwać jakieś 4 godziny..."

Piątek, 16 listopada 2018 o godz. 21.07
Od dobrego roku ma Pan taki czas - refleksji, podsumowań? Czy Pan w ogóle jest takim typem, który ogląda się za siebie?
- Trochę uciekam od tych podsumowań i nie w wymiarze koncertowym ani w wymiarze płytowym, bo to są najprzyjemniejsze momenty kiedy wracam do wszystkich piosenek, które się udało pokazać, ale też do tych, które pomiędzy nimi były, czyli do wszystkich takich, które chciałbym odświeżyć albo pokazać na nowo. A czy mam naturę sentymentalną? Uczciwie mówiąc, jestem chyba człowiekiem, który w głowie ma wybieganie do przodu, albo zajmuje się tym co jest teraz.

Czyli nie robi Pan takich rachunków sumienia i nie zamartwia się, że coś nie wyszło?
- One są nieuniknione, ale zamartwianie się... tego już można uniknąć. Dlatego myślę sobie, że rzeczy, które wydarzyły się kiedyś, są już za nami i tak naprawdę to one budują wszystko to, kim jesteśmy w tej chwili. Jesteśmy zlepkiem takich sukcesów, porażek, potknięć, przejęzyczeń. Nie chciałbym nigdy rozmyślać nad przeszłością w takim wymiarze chęci zmiany czegoś, bo nawet kiedy zrobiłem kilka rzeczy w życiu i to nie tylko tym zawodowym ale też prywatnym, na które dzisiaj skrzywiłbym się, albo których dzisiaj bym nie chciał powtórzyć, to one są już za mną. Dzisiaj najważniejsze jest to, że mając te wszystkie doświadczenia jestem takim człowiekiem, który trochę lubi siebie. Bogatszym też, chociaż musiałbym się dłużej zastanowić nad tym czy bogatszym, pewnie tak.

Szczerze mówiąc zachwyciła i zdziwiła mnie Pana płyta, bo to jest pierwsza koncertowa płyta w Pana karierze. Pan uciekał od tych koncertowych wydań. No właśnie - jak artyści postrzegają koncertowe krążki, jako coś gorszego?
- Nie, absolutnie nie coś gorszego, tylko wydaje mi się, że kiedy dysponuje się takim charakterem jak ja, to właśnie myśląc o tych rzeczach, którymi chciałbym się zająć i które chciałbym pokazać za dwie chwile na przykład, nie myślałem nigdy dotąd o tym, żeby pokazać taką retrospekcję, żeby pokazać ten muzyczny sentymentalizm, wracając do czegoś co już było. Natomiast koncert tak naprawdę jest to najpiękniejsza rzecz, która w życiu artysty się wydarza. Pisanie i potem nagrywanie, promowanie i tak dalej, nawet sukcesy jakieś są bardzo miłe, natomiast jeśli ktoś fascynuje się tak naprawdę tym co robi, to najpiękniejsza jest muzyka, która się dzieje na żywo i co za tym idzie, zawsze najlepszym wymiarem jest muzyka koncertowa, niezależnie od tego jaki to jest gatunek, czy to jest muzyka klasyczna, poważna, rozrywkowa czy jazz. Naprawdę, kiedy struna zostanie wprawiona w drganie i fizyka zadziała na nas jak nośnik emocji, to jest najpiękniejsze, co można dostać z muzyki. No a rejestracje koncertowe już nie są takie kolorowe, to znaczy one nie mogą, nie mają prawa być tak żywe jak to, czego jesteśmy obserwatorami na żywo. Niemniej jednak, zagrałem taką trasę, po której nie to, że pozostał pewien niedosyt ale, po której byłem szczęśliwy. Po tych spotkaniach z ludźmi planu na płytę koncertową faktycznie nie było. My po prostu nagrywamy prawie wszystkie koncerty, choćby po to, żeby się uczyć, żeby poobserwować co się udało, czego nie, co można by jeszcze zmienić, poprawić... i nagrywamy koncerty wszystkie, nie tylko te z trasy 25 lat, więc kiedy ona się zakończyła, pojawił się pomysł od moich słuchaczy, dlaczego nie ma takiej płyty. No i potem wraz z menadżerem pomyśleliśmy sobie - ale kto powiedział, że nie będzie takiej płyty? Materiał jest, trzeba go tylko przejrzeć i wybrać to, co się nadaje. To były długie godziny przesłuchań, dlatego, że koncertów było bodajże 17, więc razy dwie i pół godziny, to już jest naprawdę dużo materiału do przesłuchania. Wiadomo, że nie na każdym koncercie wszystko było idealnie, tak więc trzeba było wybrać te rzeczy, które są lepsze, ale co to znaczy lepsze? Lepsze, to nie znaczy też tylko - idealne. Lepsze, to znaczy, że może i mają trochę kiksów, ale też mają uśmiech, emocje, są takie, po których wysłuchaniu choćby z płyty, człowiek uwierzy, że był na koncercie, że słyszał te rzeczy na żywo. No i chyba się udało. Płyta jest w 100% koncertowa, niczego nie dogrywaliśmy, to nie znaczy, że nie ma tam pewnych efektów. Chciałem zostawić takie smaczki, które powiedzą państwu, że jestem człowiekiem obdarzonym pewnym rodzajem poczucia humoru, albo też charakterem, takim a nie innym.
Andrzej Piaseczny z płyty pt. "25+"
Andrzej Piaseczny z płyty pt. "25+"
A sam dobór piosenek to Pana pomysł? Mówię o samym koncercie...
- No na koncercie znalazło się znacznie więcej piosenek niż na płycie "25+", ale to jedynie z przyczyn technicznych. Nie mieliśmy takiej możliwości, aby zawrzeć cały koncert, natomiast wybór piosenek na koncert też nie był taki łatwy. To prawda, bo oczywiście jest jasne dla mnie, że ludzie lubią słuchać przebojów, hitów i do nich się uśmiechają. Moją ambicją było też trochę pokazanie pomiędzy tymi przebojami piosenek troszkę innych, bo tak dzisiejszy świat wygląda, że słuchamy tylko singli, a ja jestem trochę staromodny i w dalszym ciągu kupuje płyty, których potem słucham od deski do deski. Z całej twórczości wybrałem 55 piosenek i gdybyśmy chcieli zagrać taki koncert, to musiałby on trwać jakieś 4 godziny.

Czyli teraz czekamy na 4 płytowy album.
- Tak, jak Bozia da troszeczkę jeszcze pożyć i pośpiewać, to zobaczymy co przyszłość przyniesie.

Tak obserwując Pana karierę chociażby w ostatnich latach, to spokojnie może Pan sobie zaśpiewać, że życie zaczyna się po czterdziestce…
- Spokój zaczyna się po czterdziestce, życie zaczyna się znacznie wcześniej i to chyba nawet dobrze, że spokój zaczyna się wtedy. Wydaje mi się, że gdybyśmy byli takim spokojem i takim rozsądkiem obdarowani już znacznie wcześniej, to ile w życiu nas by ominęło, a ja naprawdę myślę, że żałować warto wszystkiego, czego się nie zrobiło.